czwartek, 14 sierpnia 2025

Jeszcze Koziowolska!

Od rana za oknem coś się ewidentnie dzieje. Ulicą przejechał mechaniczny potwór i coś zrobił. Rodzina od samego rana zaciekawiona łypie zza firanki, ale gaci nie chce wciągać, żeby wyjść do ogródka i obczaić, więc kiedy tylko potwór odjechał, wyciąga mnie na romantyczny spacer (na termometrze cholerne 40 stopni, so...), żeby powęszyć, co się właśnie wydarzyło. Stylóweczka, jak ta lala, lniane spodnie, biała koszula, panama, raybany, możemy iść. Nie wyszliśmy jeszcze dobrze z domu, kiedy na naszą uliczkę wjeżdża z impetem Pan w Dostawczaku. Hamuje przed nami (chciałoby się napisać z piskiem opon, ale efektów akustycznych niestety nie było) i pyta, czy tu mieszkamy.

My: Tak.
Pan (cały w emocjach wyskakuje do nas z dostawczaka): Bo właśnie... No, ja nie wiem, jakby to powiedzieć... Bo my tu robimy i szef do mnie powiedział "Panie Witku, pie.dolnie Pan jeszcze Koziowolską!"

Normalnie świat zawirował, zamigotały gwiazdy, tęcza, na bank musiała też przelecieć jakaś tęcza, magia nas otoczyła takim jakimś niewidzialnym kokonem, czas stanął. Właśnie w ten sposób się dowiedzieliśmy, że drogowcy spontanicznie wyremontują nam za godzinę nawierzchnię na naszej ulicy. Najwyraźniej spontan zaskoczył nawet samych drogowców, bo Pan był w takim samym szoku, jak my. A my poczuwszy znajomy, barejowski klimat czasów powstania osiedla i jego nigdy nieremontowanych ulic, udaliśmy się żwawo zawiadamiać sąsiadów, żeby - ratuj się kto może - zabierali sprzed domów swoje samochody, zanim mechaniczny potwór przybędzie pożreć i nasz asfalt.

środa, 13 sierpnia 2025

Bartek

Umarł. Nagle. W poniedziałek wrócę z urlopu do biura i usiądę pół metra od jego biurka. Po drodze minę jego krzesło, za którym przeciskałam się setki razy, kiedy akurat on też był. Rozłożę laptopa i podepnę telefon do jego ładowarki. Chyba, nie jestem pewna, one są wszystkie takie podobne. A Bartka już nie będzie. Nigdy.

niedziela, 13 października 2024

Dużo się dzieje

Napisane 10.03.2017

Tyle, że w kuluarach. Od założenie Miałkotka minęło jakieś osiem lat i koncepcja się nie zmieniła. Miałkotek jest nadal blogiem próbnym, rozbiegówką, eksperymentem. Ostatecznie okazało się też, czym Miałkotek nie jest. A nie jest przedsięwzięciem komercyjnym, ani propagandowym. Zasięg liczony w dwóch tuzinach, jest dla mnie całkowicie satysfakcjonujący. Celem Miałkotka jest osiągnięcie równowagi między moją potrzebą artykulacji i... w sumie tyle. Miło mi, kiedy ktoś da znać, że przeczytał i ma coś do dodania :) Poczytałam sobie niedawno wstecz moje wpisy i była to bardzo ciekawa lektura. Dla mnie.  Myśl, że miałabym coś klecić do internetu ku uciesze gawiedzi mocno mnie zniesmacza. Większość obserwatorów Miałkotka znam na tyle dobrze, że pisanie do nich zbiorczych postów uważam za niestosowne. Wolę zagadać na korytarzu, albo wysłać maila. Sorry! A jednak Miałkotek też coś dla mnie znaczy i chcę pisać. Ostatnio to polubiłam.

Niedziela z poezją

Październik, połowa października prawie, niedziela, pada.

W moim rodzinnym domu za dzieciaka w niedzielę był niedzielny obiad: na pierwsze danie rosół, na drugie mięso z rosołu. Rosół gotował tata, gotował go długo, na malutkim ogniu, bo on miał w naszej rodzinie najwięcej cierpliwości i był to zacny rosół. Natomiast mięso z rosołu, to była zawsze wołowina i, no cóż  ja mogę powiedzieć, była to wołowina gotowana. Zapewne lepsza niż dzisiejsza gotowana wołowina, bo dzisiaj wszystko jest gorsze niż kiedyś i wołowina też nie jest wyjątkiem. Z musztardą była.

Do rosołu co tydzień był Koncert Życzeń. Żułam tę wołowinę wraz z życzeniami zdrowia i wszelkiej pomyślności od kogoś dla kogoś przy akompaniamencie Andrzeja Rybińskiego (Nie liczę godzin i lat, to życie mija nie ja...), Krystyny Prońko, Andrzeja Zauchy, Haliny Frąckowiak, Zdzisławy Sośnickiej i całej plejady niegdysiejszych gwiazd. Taka to była niedziela.

Dziś, jeszcze przed obiadem, internet, reklama szynki: "Każdy plaster to podróż w głąb smaku". Poezja XXI wieku mnie dopadła.

poniedziałek, 6 listopada 2023

Iskander-M

 W piątek 3 listopada zginął tata Nastii. 

Tania płacze, chociaż to już nie był jej mąż.

Ja też płaczę, chociaż nawet nie wiem, jak miał na imię.

Nastia nie płacze. Mówi, że może to nieprawda.

***

Miał na imię Zahar.

Rodzinie powiedzieli

"Cieszcie się, że był cały".

Tania nadal płacze.

Nastii została po tacie ukraińska flaga.

piątek, 10 czerwca 2022

10.06.2022

Metro, linia M1

Starszy pan peroruje do dwóch dziewczynek: "Pewnie chodzicie do szkoły. Do polskiej szkoły. To musicie mówić po polsku, bo jesteście w Polsce."

Nie, nie musicie. Nic nie musicie, Dziewczyny!

Ulica, po wyjściu z metra

Z naprzeciwka idzie młoda kobieta w hidżabie. Hidżab jest z jedwabiu, cieniutki, beżowy, misternie upięty na włosach. Trzyma za rękę kilkuletnią dziewczynkę. Pochyla się do niej, uśmiecha i mówi coś po rosyjsku. Mijamy się.

wtorek, 10 maja 2022

Wojna

Trwa już 76 dni. Wiem, bo internet odlicza. Już ponad dwa miesiące wojny, która mnie właściwie nie powinna dotykać, bo jest gdzieś za granicą, ale którą mimo to przeżywam.
Jeszcze przed wojną znalazłam przypadkiem na You Tube'ie ukraiński zespół streamujący ze swojego studia i teraz ta wojna już nie jest anonimowa - ma twarze, nazwiska, rodziny, kota i siedzi w bunkrze w Charkowie.
Pierwsze dni wojny, tysiące, dziesiątki tysięcy, setki tysięcy kobiet i dzieci w traumie uciekających do Polski to był ogrom, którego nikt z nas się nie spodziewał, ale w tej masie łatwo było przeoczyć konkretne osoby. Mariupol, Azowstal, to też ludzie, których twarze i nazwiska znam.
Zastępca dowódcy pułku Azow, Światosław Pałamar, ma 39 lat, młody chłopak, gotów walczyć do końca. Mam przed oczami jego twarz i nie chcę, żeby umierał.

EDIT: 29.07.2022 Ołeniwka...

EDIT: 21.09.2022 dowódcy z Azowstali uwolnieni, "Kalina" też...